środa, 18 maja 2011

Pomoc kosztem sławy- czy warto? cz.1

Zaraz miała zadzwonić do mnie Marcela i pochwalić się co tym razem kupiła po wyprawie do H&M.
O telefon dzwoni! Po sekundzie wyświetlił mi się numer Marceli.
-O Marcela gadaj co kupiłaś!
-Liz, ja, ja złamałam nogę...
-Ale... Jak my teraz weźmiemy udział w eliminacjach wojewódzkich??
-Słuchaj, zdążysz wziąść kogoś na moje miejsce.
-No tak, ale ty jesteś nie zastąpiona! Kochana wracaj szybko do zdrowia!

Całą noc nie spałam myśląc kto nas uratuje? Rankiem...
Ubrałam się szybko i pobiegłam do mojej psiapsióły Marceli.
Drzwi otworzyła mi Marcela. Moja przyjaciółka ma długie brązowe włosy, niebieskie oczy, a jej wysokość nie przekracza 165cm. 
-Witaj Liz, wejdź proszę- powiedziała stojąca o kulach dziewczyna.
-Cześć Marcela, jak się miewasz?
-Nie dobrze, ale jakoś tam będzie.

Zostałam u mojej przyjacióki jeszcze klika godzin idąc na piątą lekcję, na którą i tak się spóźniłam.
Lekko zapukalam do sali i weszłam, przy biórku siedziała wicedyrektor mówiąc:
-Kogo my tu mamy?! Czy to nie nasza pani kapitan, Elizo ty, ty byłaś na wagarach!
-Nie, ja byłam u Marceli, bo ona złamała nogę...
-Cisza! Skoro nie byłaś na lekcjach byłaś na wagarach!!!
-Jeszcze raz tłumaczę, że Marcela złamała nogę.
-I, i co? To Marcela złamała nogę, a nie ty! Za karę zostajesz dziś po lekcjach!
-Błagam...
-Zero dyskusji!

Więc tak zaczął się mój dzień w szkole. Niefajnie, niefajnie. 

Kolejny dzień, tym razem poszłam na wszystkie lekcje i rozwiesiłam plakat powadamiający o tym, że drużyna siatkarek poszukuje kogoś na miejsce Marceli... 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz